Wernisaż fotografii Karola Parkitnego i Tomasza Ściubidło
Zapraszamy do obejrzenia fotoreportażu oraz przeczytania komentarza
Wernisaż fotografii Karola Parkitnego i Tomasza Ściubidło
Zapraszamy do obejrzenia fotoreportażu oraz przeczytania komentarza
Kościół przy parafii św. Michała Archanioła w Blachowni

„… Potem ujrzałem: a oto wielki tłum, którego nie mógł nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem.”
Ap 7, 9
Żegnaliśmy wielu. Tych, którzy w tej świątyni kształtowali swe dusze i tych, których nie zdążyliśmy lepiej poznać. Odeszli do Niebiańskiej Krainy. A my, którzy stoimy jeszcze przed progiem, cóż myślimy o śmierci ?
Listopadowe święta skłaniają do refleksji nad przemijaniem. Ten atrybut ludzkiego istnienia jest częstym motywem podejmowanym w literaturze, muzyce, sztuce. Przesłanie sensu przemijania, dla człowieka wierzącego w zbawienie, zdominowało poetycki wieczór, który zainscenizowano w parafialnym kościele pw. Św. Michała Archanioła w Blachowni.
Świątynię osnutą wieczornym mrokiem wypełnia refleksja pożegnań. Krocząc przez życie ciągle gdzieś zdążamy. Odchodzimy więc od miejsc i ludzi . Szukamy sensu i wartości. Czasem chcemy wrócić by odnaleźć to co pozostało. Odchodzimy…, usłyszeliśmy po wielokroć w takt rozbłyskujących światełek woskowych lampek. A te coraz mocniej przypominały o kresie podróży. Śmierć. „Siostra nasza, pojawia się tak zaskakująco jak przymrozek na wiosnę”. Winniśmy zdać sobie sprawę, że jest zawsze obok nas. A zatem, ci którzy odeszli, też staną kiedyś przy nas. Czy podniesiemy oczy i powiemy, że o nich pamiętaliśmy ?. Dzisiaj tak. Antyfona Requiem Aeternam wypełniła śpiewem mury świątyni. Wieczny odpoczynek daj Panie tym , którym uśmiechem i uściskiem dłoni nie możemy dziś podziękować za ich starania uczynione dla nas. Słyszymy wymieniane nazwiska zmarłych naszych duszpasterzy, organistów, pedagogów, miejscowych ludzi sztuki i animatorów kultury. Niejeden w zamyśleniu dostrzega w kolorowym blasku świateł i scenicznych mgieł postacie tych, którzy stanęli do apelu. Nie, nie polegli w mogiłach niepamięci. Są w naszych sercach. A może metafizycznie są teraz z nami ? I patrzą, z niebieskich ogrodów na nasz znój…
Patrzą i może słyszą mocne strofy poezji recytowane sercem młodzieży. A jak jest tam, za bramą wieczności. Gdy się uchyli, czy nie będzie wstyd rzec, że tu, na ziemi, „człowiek, człowiekowi skacze do gardła”
Jesteśmy słabi a On, który nas powołał do życia słowami kolejnej pieśni jest wielbiony :
Spójrz Boże mocny, który nie znasz kresu,
Ty, który byłeś i trwać będziesz zawsze.
Przed Tobą stoję jako pył znikomy,
Nikły jak trawa, co więdnie na polu.
Życie ludzkie jak iskra, jak płomyk zdmuchnięty powiewem wiatru jak wiersz niedokończony – błyska i gaśnie. A potem twarze zamknięte wiekiem trumny powracają sennym marzeniem. Budząc się słychać jeszcze ich głos i czuć ciepło dłoni. Później nie powinien pozostać tylko ból samotności, bo jest też wiara. Ta, która pozwala zrozumieć i oswoić lęk rozstania. Strofy poezji ubarwione muzyką wciąż niosą tę filozoficzną zadumę. Całe ludzkie życie upływa w trudzie pracy i tworzenia, często z cierpieniem dobiegając swego kresu. Potyka się o śmierć, która przynosi wyzwolenie i odkupienie. Tak. Bo oto kolejne słowa rozbrzmiewające tego wieczoru mówią o męce Chrystusa, którego ofiara odkupiła nasze winy. Sprawiedliwość, o którą tak trudno w naszym życiu, zastaniemy poza progiem śmierci. Wtedy staniemy przed Stwórcą i radując się obyśmy mogli słowami poety, tak jak dziś, wyrzec :
Tułaczka moja już dobiegła kresu,
Dla moich oczu ziemi światło zgasło.
W Tobie mój Panie, znajdę pokój wieczny,
Ty będziesz dla mnie niegasnącym światłem
Usłyszymy, że na tamten brzeg nic ze sobą nie zabierzemy. Nic, poza swoim życiem. Dniami dobra i zła. Ale przecież wierzymy w Bożą Sprawiedliwość. Nie śmierć jest więc nieszczęściem, jeśli tylko pamiętaliśmy przez wszystkie dni tej ziemskiej wędrówki o przykazaniu miłości Boga i bliźniego. W tej melancholii listopadowej nocy radujmy się z Bożego Miłosierdzia. Pan zmartwychwstał by poprowadzić nas drogą do wieczności.
Wieczór powoli dobiega swego kresu. Jeszcze wnętrze kościoła wypełnia śpiew radosnego Alleluja, niosącego wieść zmartwychwstania i ballady o „Zegarmistrzu Światła” a zasłuchani w skupieniu, spoglądający na ołtarz widzowie chyba już nie wątpią, dokąd kiedyś odejdą – na zawsze. Tutaj, gdzieś w nawie czy w świetle ołtarza przychodzimy na rozmowę z Bogiem i z samym sobą. Dzisiaj przyszliśmy nadto szukać naszego przeznaczenia i śladów tych, którzy już pożegnali mury tej świątyni. Jej gospodarz, ks. Prałat Andrzej Walaszczyk kończąc to poetyckie i modlitewne spotkanie wspomniał, że tutaj jesteśmy jak we własnym domu i rzeczą piękną jest wspominać wszystkich , którzy nieśli dobro i nie odmawiali pomocy.
Taka podniosła i refleksyjna atmosfera towarzyszyła kolejnemu, po wieczorze poetyckim spektaklowi, który został przygotowany wspólnym wysiłkiem osób skupionych wokół Parafii i Miejskiego Domu Kultury. Pokazał wielką wrażliwość i chęć niesienia ewangelicznej „dobrej Nowiny” i tym których może to w wierze utwierdzić i tym błądzącym. Tym, którym można wskazać drogę.
Zaduszkowa noc chłodem i deszczem żegnała niedzielę gdy wychodzący ze świątyni parafianie komentowali wiekowe piękno tradycji dnia Wszystkich Świętych. Nie mogli zrozumieć sensu pełnego komercji i demonicznych maskarad neopogańskiego Halloween, obcego naszej kulturze i moralności. Dobrze więc się stało, że na forum współpracy ważnych dla gminy Blachownia instytucji jakimi są Parafia i Dom Kultury zrodziło się przedsięwzięcie, które obudziło w ludziach tęsknotę ku wartościom trwalszym od mód i koniunktur politycznych. I dobrze po raz wtóry się stało, że wśród odbiorców tego przesłania dominowała młodzież. A pomiędzy wirującymi kropelkami listopadowej mżawki wciąż brzmiały dźwięki radosnej pieśni „Zmartwychwstał Pan”.
Program przygotowali i udział wzięli:
Miejski Dom Kultury w Blachowni wraz z Parafią Św. Michała Archanioła
Ks. Jacek Michalewski – reżyser i pomysłodawca spektaklu
Robert Gliński – kompozytor, aranżer, gitarzysta
Zespół Coverband Krzyk w składzie : Robert Gliński – gitary, Małgorzata Pilśniak- vocal, Grzegorz Borecki – gitara basowa, Andrzej Borecki – perkusja, Robert Ledwoń – instrumenty klawiszowe wraz gościnnie zaproszonym wokalistą Krzysztofem Dryndą.
Recytacje : Klaudia Nowak, Katarzyna Kwiatkowska, Dorota Napieraj, Sylwia Hreczańska, Piotr Maludziński, Mira Maludzińska
Karolina Raczyńska – scenografia i zabudowa sceny
…Chwalcie cieniste gaiki,
Źródła i kręte strumyki…
Chwalmy Pana za piękno leśnych ostępów, zapach sosnowych igieł, za tajemnicę leśnej mowy. Otwórzmy nasze oczy i serca na majestat otaczającej przyrody i poczujmy radość z obcowania z jej urokiem. Zachowajmy pokorę a będziemy mile widzianym gościem tego królestwa. Dokąd więc skierować swe kroki ?.
VI DZIEŃ PAPIESKI W BLACHOWNI – 14.10.2006 r.
Co w nas zostało z tej nauki ? Jak pamiętamy tamte dni …
Co nam dał, a może jak zmienił nasze życie pontyfikat Jana Pawła II .
Podzielmy się swoimi wspomnieniami tych chwil, gdy pielgrzymowaliśmy na spotkania z Nim. Tych chwil, gdy dawał nam wolność i nadzieję.
Czy znajdziemy wokół nas pokolenie JP-2 ?
Zapraszamy do wspomnień i dyskusji. Jej zaczynem niech się stanie refleksja z sobotniego, parafialnego spotkania przygotowanego z okazji VI-tego Dnia Papieskiego
Jesienna zaduma. Wspomnienie radości i smutek rozstania. Kolorowe obrazy budzące pokłady niepamięci i gesty ludzkiej miłości i wiary. Znów jest z nami. A może tym razem to my jesteśmy z Nim.
W taki październikowy, sobotni wieczór , wnętrze naszej parafialnej świątyni wypełnione dyskretnym kolorowym półmrokiem i dźwiękami miękkich gitarowych akordów zaprasza, by raz jeszcze przeżyć chwile uniesień i dokonać refleksji – co w nas pozostało z tej nauki.
A na białej ścianie ekranu On, nasz przewodnik, nauczyciel, nasz Papież. Tak rozpoczynmy blachowiańskie spotkanie z pontyfikatem Jana Pawła II w ramach VI-tego Dnia Papieskiego. Spotykaliśmy się w tym samym miejscu gdy Pan powołał Ojca św. do pasterzowania w niebie, spotykaliśmy się w rocznicę Jego odejścia . Spotykamy się dzisiaj, by zatrzymać się biegnąc przez życie, by spojrzeć wstecz. Tak wtedy, jak i teraz, oglądając obrazy z pierwszej pielgrzymki do ojczyzny i słysząc mocne, mądre słowa postrzegamy w osobie Ojca św. przewodnika narodu, jego nauczyciela i chciałoby się rzec z perspektywy dzisiejszej mądrości – proroka. Bo jakże inaczej odczytać wyrażoną w homilii prawdę, że wolność ma swoją cenę a ojczyzna będzie od nas wymagać wiele wyrzeczeń na drodze do prawdy i pełnej suwerenności. Początek lat osiemdziesiątych i słowa o ludzkiej solidarności , o szacunku dla pracy człowieka , o prawach rodziny, o uszanowaniu wiary i należytego miejsca Kościoła Katolickiego. Słuchamy w skupieniu tych archiwalnych kazań spoglądając na postać mocnego charyzmatycznego kapłana, który jest i wodzem i ojcem. Lata temu te treści wyzwalały w nas odwagę bycia sobą i napawały nadzieją na dotarcie do prawdy. Dzisiaj są wielką refleksją i przyczynkiem do zastanowienia się, czy aby dalej na tej drodze do prawdy nie błądzimy.
Potok zdarzeń płynący przez świątynię skupia teraz uwagę na fragmentach jednej z papieskich encyklik, która mówi o poszanowaniu godności osoby ludzkiej, rodziny , prawdziwej miłości i wzajemnym szacunku. Proste ewangeliczne zasady, esencja dekalogu . Chłonąc te treści tutaj, czytane u stóp ołtarza przez naszego młodego przyjaciela – Piotra, wydają się takie oczywiste i bezkompromisowe. A w naszym życiu…? Życie jest czasem jak wiersz. Pełne rytmu i ukrytych wymiarów. Na pozór proste wstawanie, praca i zasypianie. Lecz pomiędzy tym jest co dnia prawdziwe człowieczeństwo z wewnętrzną walką dobra ze złem i ciągłym poszukiwaniem ostatecznego celu. To, że Karol Wojtyła był jednym z nas i nie obce były mu takie dylematy, dokumentuje jego poetycka twórczość. I takie również słowo, poprzez poemat skreślone, usłyszeliśmy tego wieczoru.
Kolejne fragmenty homilii i obrazy spotkań z pielgrzymek na wszystkie kontynenty przypomniały jak bardzo Ojciec św. zawierzył ludziom młodym. W nich postrzegał nadzieję, że jego misja będzie kontynuowana. Wiara , że pokolenie które wzrastało wraz z pontyfikatem Jana Pawła II , poniesie dalej idee Jego nauki i zmieni świat na lepszy, jest naszą nadzieją. Tego wieczoru symbolem takiego zawierzenia mogą być młodzi, którzy przygotowali ten wieczór (Sylwia Hreczańska, Katarzyna Kwiatkowska, Piotr Maludziński, Dorota Napieraj, Katarzyna Ujma, s. Klara, Robert Gliński, Schola Młodzieżowa i Krzysztof Drynda), a i ci również, którzy w głębokiej zadumie przyszli na to spotkanie. Obserwując ich twarze zasłuchane i zamyślone łatwiej nam, których dzieci wrosły w pokolenie JP-2, spoglądać w przyszłość. Tym bardziej gdy powracają wspomnienia wraz z papieską homilią z Łagiewnickiego Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Spoglądamy na naszego Ojca św. doświadczonego chorobą i słabościami podeszłego wieku. Te ułomności w niczym nie umniejszają charyzmy człowieka, który dzielnie znosi cierpienie. Nadal jest naszym przewodnikiem. Nadal chcemy słuchać płynące z Jego ust słowa, zapisane w Dzienniczku świętej już siostry Faustyny, o iskrze , która wychodząc z Polski przygotuje świat na Boże królowanie. I zamyślamy się. Czy aby raz jeszcze syn tego narodu zmieni świat na lepszy ?. My chcemy wierzyć, że księga Ewangelii targana przez wiatr nie zamknęła się na wieku trumny naszego wielkiego rodaka. On zasiał ziarno tęsknoty za Niebem. Wierzymy, że ta Jego tęsknota została wynagrodzona mieszkaniem w domu Ojca.
Wieczorne spotkanie dobiega końca. Tak jak przed laty na papieskich pielgrzymkach mury kościoła wypełniła ukochana pieśń Ojca św. – „Barka”. Nie zabrakło również modlitwy o rychła kanonizację, która trwa nieprzerwanie od chwili gdy nas opuścił. „Sancto Subito „ wołać by się chciało. Ale to przecież nam pozostało „tęsknić za Niebem”
DZIEŃ PAPIESKI ZAKOPANE-KRZEPTÓWKI 15. 10. 2006 r

„Papieski weekend” trwa nadal. Sobota w Blachowni a w niedzielę jestem gościem już 25 zakopiańskiej Procesji Różańcowej, wieńczącej tutejsze obchody Dnia Papieskiego. Po raz pierwszy w 1981 roku w dzień wyboru Karola Wojtyły na Stolice Piotrową wyruszyła ulicami Zakopanego dziękczynna procesja w podzięce za uratowanie życia Ojca św. po majowym zamachu. Wówczas to, Księża Pallotyni z niewielkiego klasztoru na Krzeptówkach wraz z miejscowymi góralami podjęli zobowiązanie realizacji przyrzeczenia. W dniu zamachu 13 maja 1981 roku dzisiejszy kustosz sanktuarium ksiądz Mieczysław Drozdek złożył Bogu obietnicę wzniesienia świątyni wotywnej i poświecenia jej Matce Bożej Fatimskiej. Tej, za przyczyną której nasz wielki rodak ocalał. I tak rok w rok z sanktuarium na Krzeptówkach wyrusza orszak górali i przybyłych gości z modlitwą i refleksją.
Ponad konduktem, zmierzającym do centrum miasta ulicą Nowotarską, niesie się różańcowa modlitwa i rozważanie kolejnych Tajemnic Światła. Mottem dzisiejszej procesji jest modlitwa dziękczynna za życie i pontyfikat Jana Pawła II oraz błaganie o Jego beatyfikację. Nie zapomniano również o obecnym papieżu Benedykcie XVI , dla którego prosimy o Boską Opiekę i siły do sprawowania tego trudnego urzędu.
Oprócz wymiaru religijnego procesja ta stanowi bardzo ciekawy obraz podhalańskiej kultury i przywiązania górali do narodowych tradycji. Na czele konduktu, tuż za krzyżem – konna banderia. To okoliczni górale w tradycyjnych regionalnych strojach z chorągwiami w rękach dosiadłszy koni, które na co dzień służą zapewne turystom, przemierzają stępa pielgrzymi szlak. Prawie setka jeźdźców, a kilku z nich z dumą trzyma przed sobą na koźle dwu-trzy letnich synów. Jeszcze inni towarzyszą swoim dorastającym dzieciom. Każdy, kto widzi taki obraz zrozumie odwzajemnioną miłość Jana Pawła II do Tatr, do tej właśnie kultury. Za konnicą podąża posąg Matki Bożej Fatimskiej. Symbol ocalenia, łask i tajemnicy. Krakowski biskup Albin Małysiak przewodnicząc celebrze wspomina słowami papieża datę 13-tego maja i tamto wstawiennictwo Maryi. W orszaku obok chorągwi i asysty procesyjnej podążają wspólnoty parafialne ze swoimi symbolami i wizerunkami świętych. Kobiety jak przystało na góralki, dumnie prezentują regionalne stroje. Wokół kolorowo i modlitewnie. Są też i nasze częstochowskie akcenty, bowiem co chwila da się słyszeć maryjne pieśni intonowane przez kapelę Jasnogórskiego Klasztoru. Pewnie klasztorni muzycy zechcieli się zrewanżować góralom za ich wierność Jasnogórskiej Pani.
Honor, wierność Bogu i ojczyźnie mocno została wpisana w historię tej ziemi. Idąc rozmyślam o królu Janie Kazimierzu, powstaniu Chochołowskim, ostatniej wojennej zawierusze i ludziach tej ziemi . Prostych i twardych. Czasem upadających ale zawsze wiernych zasadom niezmiennym od pokoleń. I gdy podchodziliśmy do historycznie pierwszego zakopiańskiego kościółka p.w. Matki Boskiej Częstochowskiej a towarzysząca procesji wojskowa kapela Podhalańczyków uderzyła w werble i z maestrią odegrała Marsz Pierwszej Brygady – historia kolejny raz przetoczyła się ponad nami. Zdało się widzieć u wrót cmentarnego Pęksowego Brzyska postacie pierwszych tutejszych kapłanów, księży Stolarczyka i Kaszelewskiego. Obok nich zadumanych i pewnie szczęśliwych Chramców, Gąsienniców, Homolców, Pęksów i wielu innych, którzy dusze oddając Bogu, życie poświecili Zakopanemu i Polskim Tatrom. To oni byli nauczycielami , fundatorami i piewcami piękna tej ziemi. Teraz przechodząc obok miejsca ich wiecznego spoczynku składamy im hołd pamięci rozumiejąc ich, bo tak jak oni kochamy te góry.
Kochał je równie mocno Jan Paweł II, który nieopodal parafialnej świątyni Zakopanego, w której miało miejsce krótkie rozważanie kwestii obywatelskiej odpowiedzialności, wypowiedział takie słowa :
Dzisiaj dziękowałem Bogu za to,
że wasi przodkowie na Giewoncie wznieśli krzyż.
Ten krzyż patrzy na całą Polskę, od Tatr aż do Bałtyku,
ten krzyż mówi całej Polsce: Sursum corda! —
„W górę serca!” Trzeba, ażeby cała Polska, od Bałtyku aż po Tatry,
patrząc w stronę krzyża na Giewoncie,
słyszała i powtarzała: Sursum corda!
— „W górę serca!” Amen.
Idąc dalej wzdłuż Krupówek, uniesieni rytmem modlitwy i wiązanką pieśni legionowych w wykonaniu Podhalańczyków dotarliśmy do celu – Kościoła św. Krzyża. Tego samego, który spogląda z Giewontu i jest głęboko wtopiony w góralskie serca. Mury kościoła wypełniła Rota i modlitwy za ojczyznę. Wychodząc po zakończonej uroczystości, ponad orlimi piórami kapeluszy podhalańczyków sprawne oko mogło dostrzec kryjący się w chmurach i migocący w świetle zachodzącego słońca krzyż, rozpięty na granitowym grzbiecie śpiącego rycerza.