Sprostaliśmy wyzwaniu. I choć nie było nas wielu z klubowej społeczności, zaznaczyliśmy w tym niebanalnym, modlitewnym projekcie swój udział. Może, gdy zamiary się spełnią, za rok grupą KKTA będziemy samodzielnie współuczestniczyć w misterium kolejnej Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Takie jest założenie organizatorów, by zbierając się po kilkanaście osób, przemierzyć wspólnotą wiary w atmosferze modlitwy i kontemplacji stacje Męki Pańskiej, wyznaczone na wskazanej przez organizatora trasie nocnej wędrówki. W tym roku los tak zrządził, że przyłączyliśmy się do alumnów z Częstochowskiego Seminarium. Strawa duchowa tego wyboru była znacząca, gdyż oprócz atmosfery głębokiej wielkopostnej refleksji, byliśmy słuchaczami rozważań prowadzonych przez rektora tej uczelni – ks. Andrzeja Przybylskiego. Celebrując w Leśniowskim Sanktuarium mszę św. inicjującą nabożeństwo Drogi Krzyżowej przestrzegł przed pychą samozadowolenia z własnej wytrwałości i fizycznej siły. Idziemy, by symbolicznie pomagać nieść krzyż Chrystusowi. By rozważać sens jego męki. By stać się lepszymi, gotowymi ewangelizować swoje środowiska. Z tym przesłaniem wyruszyliśmy przez Żarki, Przybynów, Choroń, przemierzając leśne i polne ścieżki, prowadzące w kierunku Jasnogórskiego Klasztoru. Wędrując w ciszy i blasku księżycowej poświaty, od kolejnej do następnej stacji Chrystusowej Męki. Miejsca te wyznaczały napotkane przy drodze kościoły, krzyże, kapliczki. Jedna z nich, przywędrowała z nami i od dziś, spod konarów rozłożystej sosny, rosnącej przy leśnym trakcie, witać będzie wędrowców, jako pamiątka tegorocznego misterium. Jak wotum złożone w darze Stwórcy Wszechrzeczy i darczyńcy ludzkiej niezłomności. Jak można się domyślać, atmosfera Modlitwy Drogi była niezwykła. W nocnym mroku, gdzieś w oddali, na leśnym dukcie migotały światełka poprzedzających grup. Zaś spoglądając wstecz – tych, którzy niespiesznie ruszyli z ostatniego postoju. Tylko szelest kroków, przerywany czasem słowem różańcowej recytacji, wypełniał leśną głuszę. Z długich chwil pozornej samotności, zatopionej w rozmyślaniu, wybudzały zaskakujące obrazy, wyłaniających się nagle z czerni nocy postaci ludzi młodych, skupionych na modlitwie i medytacji. Tych było najwięcej, co mocno radowało nasze serca, odbudowując nadzieję w duchowy rozwój młodego pokolenia naszych współbraci. Leśniów opuściliśmy około w pół do dziesiątej, a pierwsze śpiewy budzących się ze snu ptaków, witały nas niemal u wrót Częstochowy. Jednak do Kaplicy Jasnogórskiej, gdzie wyznaczono kres wędrówki, pozostało jeszcze sporo do przejścia. Wiele twarzy zdradzało zmęczenie. Niektórzy powłóczyli nogami, cierpiąc od odcisków i odparzeń. Lecz szli i doszli, bo taki cel sobie wyznaczyli. Usłyszałem motto tej niezłomności – Chrystus też cierpiał, więc i ja nie odrzucę drobnej chwili bólu, niewygody, zmęczenia. Miało przecież być ekstremalnie. Bo żyć można byle jak, albo ekstremalnie. Te słowa skierował do nas i do tych, którzy kiedyś się przyłączą, pomysłodawca misterium Ekstremalnej Drogi Krzyżowej ks. Jacek Stryczek. Sens tak zaplanowanej przygody spotkania z Bogiem w jego ludzkim wcieleniu można zamknąć sentencją : podejmij wyzwanie, pokonaj drogę i staw czoła zmaganiu, aby być gotowym na spotkanie. Po blisko 42 kilometrach klęczeliśmy w podzięce za dar wytrwania przed wizerunkiem Czarnej Madonny. Z satysfakcją spełnienia i sercem gotowym na przyjęcie Dobrej Nowiny płynącej z przesłania Wielkiej Nocy Zmartwychwstania.

Zapraszam do zapoznania się z przebiegiem trasy EDK 2015 oraz do rzucenia okiem na kilka zdjęć i film autorstwa Roberta Bisia, dokumentujący to wydarzenie.



