Ślady pozostawione na ścieżkach życia znaczą bryły pomników albo porzucone niedbale w kępie traw kamienie. Przechodzień staje obok i odgrzebuje w pamięci dostrzeżone na grobowej inskrypcji nazwisko. Droga istnienia – szlak boleści, radości i rozterek. Czasem za węgłem znienacka zawraca i biegnie wzdłuż szerokiej alei, na którą co chwila pada cień krzyża. Wznosi się, by po chwili stromym stokiem opaść w dół, a potem znów mozolnie piąć się ku górze. Wyżej i wyżej. Aż po kres tego, co na zawsze pozostanie tylko grudą ziemi.
Człowiek w swej małości jest wielki, gdy dostrzeże sens i cel wędrówki. Jeżeli zdoła otworzyć oczy, zobaczy, że przemierza cudowne krainy. Wtedy, w zamyśleniu sławić będzie dzieła Stwórcy i prędzej, czy później uchyli wrota Golgoty. A na jej progu zada pytanie, jakże możliwym jest, by potężny Bóg, architekt tego wspaniałego świata stanął w osobie Chrystusa, pomiędzy ludźmi, biorąc na barki krzyż i przyjmując z pokorą cierpienie. Gdy znajdzie odpowiedź, będzie świadkiem Misterium, uczestnikiem Paschy. Jeżeli ma wrażliwą duszę i dość fizycznej tężyzny, niech ruszy na górski szlak i powędruje od Stacji do Stacji, będącej tylko na pozór przydrożnym kamieniem, drzewem, śpiewem wiatru, słonecznym promieniem. Tylko i aż, bo całą materialną resztę wypełni ocean wiary.
Czytaj dalej →