Jesienna wycieczka rowerowa na Rajchową Górę – 20.10.2012 r.

Kolejny dzień złotej jesieni. Ciepły i słoneczny. Czasem w środku lata, trudniej o taką oprawę dla rowerowej wycieczki. Dziś jeszcze dodatkowo barwne szaleństwo przyrody, która w tym roku tworzy niezwykle kolorowe pejzaże. Na Rajchową Górę jedziemy najkrótszą drogą, korzystając z leśnych ścieżek, ukrytych w boronowskich lasach, które ze względu na sąsiedztwo historycznej granicy rosyjsko-niemieckiej, pozostały po dziś dzień zwartym kompleksem przyrodniczym, wolnym od skutków urbanizacji i działań gospodarczych. Ich pierwotny charakter doskonale oddaje niewielki rezerwat, który jest celem wycieczki. Tutaj przyroda dyktuje swoje warunki, pozwalając sędziwym drzewom na walkę o byt, a później na powolne obumieranie. Dziewiętnastowieczne zapiski  dokumentują również istnienie w tym miejscu pustelni, w której mnich (niejaki Rajch, czyli Niemiec) służył na swój sposób Bogu i ludziom. Poza nazwą leśnej ostoi, a dziś rezerwatu i zapiskami w kronice boronowskiej parafii, żaden materialny ślad z tamtych czasów się nie zachował. Chyba, że za taki  potraktujemy dwie obok siebie biegnące ścieżki, które jeszcze do I-wszej Wojny Światowej leżały w dwóch różnych krajach i dziwne inskrypcje na pniach starych drzew. Inicjały, piktogramy i daty, mające ponad sto lat. Z liściastych lasów, wyjechaliśmy śladem niebieskiego szlaku turystycznego, do administracyjnego centrum – Boronowa. A tam, stary siedemnastowieczny kościółek zaprasza do zwiedzenia wnętrza. Zarówno bryła, jak i wyposażenie świątyni świadczą o zasobności fundatora i doniosłym znaczeniu tego miejsca. Sięgając znów do historycznych źródeł dostrzegamy sens takich zachowań. Przecież o polskość i katolicyzm trzeba była tutaj zabiegać, czasem nawet walczyć. Dlatego świątynia stoi po czterystu latach od konsekracji, w doskonałym stanie. W miejscu, gdzie ponoć w czasach przedchrześcijańskich był warowny gród, a później obronny zamek. Z Boronowa już niedaleko do domu. Choć to prawie wieczór, trudno uwierzyć, że za tydzień nastąpi zimowa zmiana czasu, a meteorolodzy straszyć będą śniegiem.

Opublikowano KKTA z euronet.net.pl, Starsze wpisy | Skomentuj

Babia Góra – 13.10.2012 r.

Babia Góra – królowa Beskidów, a może jak niektórzy mawiają – mistrzyni nieprzewidywalnej pogody. Trudno w jesienny, dżdżysty poranek spodziewać się, szczególnie tutaj, że trochę wyżej uda się pokonać granicę mrocznej mgły i wkroczyć pod błękitną kopułę nieba, rozświetlonego złotą barwą popołudniowego słońca. Babia, może to ofiarować wytrwałemu turyście, bo przecież jest nieprzewidywalna. Choć góruje odkrytym wierzchołkiem ponad sąsiednimi szczytami, jej zbocza porasta w przewadze liściasty las, który jesienią, niczym barwny kobierzec, mieni się dziesiątkami odcieni żółci, czerwieni i brązu. Pośród opadłych liści, można nawet wypatrzeć leniwe o tej porze roku salamandry. Również wtedy, kiedy mgła okrywa ten górski świat, i tak pozostaje on ciekawym zakątkiem, wartym poznania jako cel pierwszych lub kolejnych już odwiedzin. Wielu z nas wędrowało po babiogórskich ścieżkach wielokrotnie, a mimo to, chętnie tutaj wracamy, gdyż zawsze bywa w tej krainie jakoś inaczej. Choćby teraz, gdy od roku można bezpiecznie przejść czerwonym szlakiem przez „osuwisko”, dochodząc do nowego budynku schroniska na Markowych Szczawinach. Stary obiekt miał inny klimat, ale nowemu nie można odmówić funkcjonalności. Ubezpieczenia na Perci Akademików również jakby solidniejsze. Może to złudzenie, lub produkt niedoskonałej pamięci. Ta zaś niezłomnie podpowiada, że na Babiej zawsze wiało. Często przeszywająco chłodnym, wilgotnym strumieniem rozpędzonego ponad dolinami powietrza. A dziś ? Na szczycie wyrosłym ponad morze pierzastych obłoków – ciepło i spokojnie. Na horyzoncie, jak z puszystej waty, wyrastają tatrzańskie turnie, a ponad nimi granatową kopułę nieba przecinają białe smugi, kreślone w korytarzach lotniczych tras. W takiej chwili nam, stojącym obok papieskiego obelisku, wieńczącego wierzchołek góry, wydaje się, jakbyśmy to właśnie my spoglądali na świat przez okienko zawieszonego ponad ziemią samolotu. Przecudny, niezapomniany widok, jaki rzadko towarzyszy górskim wycieczkom. I jak tu nie mówić, że nie ma tego złego…. Na dobre wyszło opóźnienie przyjazdu do Zawoi. Prawdopodobnie dwie godziny wcześniej wierzchołek Diablaka szczelnie skrywały chmury. Gdy na niego weszliśmy, papieski herb upamiętniający wizyty Karola Wojtyły, okazale połyskiwał w słońcu. Jakże miało być inaczej. Przecież w sobotnie popołudnie rozpoczęły się doroczne obchody  Dnia Papieskiego. W tym roku pod hasłem „ Jan Paweł II Papież Rodziny”. A pośród nas też było rodzinnie. I dosłownie i w przenośni. Wznieśliśmy się ponad chmury. Ku słońcu i ku niebu, które okazało się tak przyjazne. Niechże ta przyjaźń towarzyszy nam w kolejnych wędrówkach, które jeszcze przed nami.

babia_2012_min

Czytaj dalej

Opublikowano KKTA z euronet.net.pl, Starsze wpisy | Skomentuj

Wycieczka rowerowa po gminach : Kłobuck i Wręczyca Wielka – 23.09.2012 r.

Lokalna Grupa Działania „ZIELONY WIERZCHOŁEK ŚLĄSKA” zorganizowała 23 września 2012 r. kolejną wycieczkę rowerową, tym razem po terenie gmin Kłobuck i Wręczyca Wielka”. Trasa licząca 37 kilometrów prowadziła przez: Kamyk – Libidzę – Grodzisko – Pierzchno – Kalej – Lgotę – Białą – Kopiec – Nową Wieś – Kamyk.

Była to niestety już ostatnia, tegoroczna impreza przygotowana przez LGD.  Tak jak poprzednie, doskonale zorganizowana, dająca możliwości aktywnej rekreacji oraz poznania najciekawszych zakątków odwiedzanych gmin. Dzięki zaangażowaniu osób przygotowujących wycieczki  i umiejętności przekazania przez nich wiedzy, będącej owocem pasji odkrywania zakamarków historii oraz doskonałej znajomości każdego niemal zakątka tej ziemi, mogliśmy uczestnicząc w rajdach po Zielonym Wierzchołku Śląska poznać jego dzieje, rozsmakować się w pięknie przyrody zdobiącej tę ziemię i poznać ludzi, których wysiłkiem ta część Górnego Śląska staje się coraz bardziej atrakcyjna. Niejednokrotnie odkrywaliśmy niezwykle interesujące miejsca, które w niewiedzy o ich bogatej przeszłości lub przyrodniczej wartości bezwiednie mijaliśmy. Dane nam było gościć w obiektach o wiekowej spuściźnie historycznej lub donośnym znaczeniu gospodarczym. Dzięki rajdom LGD mogliśmy również spotykać się w gronie rowerowych przyjaciół, przenosząc tutaj atmosferę niedzielnych wycieczek z Panem Andrzejem Siwińskim. To wszystko zawdzięczamy Bożenie i Bogusławowi Leszczyńskim, Krzysztofowi Świtalskiemu i grupie współpracowników ze Stowarzyszenia Zielony Wierzchołek Śląska, którym za trud włożonej pracy serdecznie dziękujemy. W skrytości ducha liczymy, że jak tylko słońce znów mocniej przygrzeje z radością uściśniemy sobie dłonie po zimowej przerwie gdzieś między Popowem, Przystajnią, Krzepicami i Blachownią.

Więcej informacji o ostatniej i poprzednich wycieczkach na stronie organizatora i Częstochowskim Forum Rowerowym

Opublikowano KKTA z euronet.net.pl, Starsze wpisy | Skomentuj

Wycieczka rowerowa w okolice Tarnowskich Gór – 22.09.2012 r.

W pierwszą sobotę kalendarzowej jesieni, wyruszyliśmy na 62 kilometrową pętlę (mapa tutaj) prowadzącą od Kalet przez : Miasteczko Śląskie, Chechło, Śiwerklaniec, Nakło, Tarnowskie Góry, Stare Tarnowice, Rybną, Strzybnicę, Pniowiec, z powrotem do Kalet. Trasa wycieczki przebiegała w sąsiedztwie zabytków architektury (pałace, zamek, kościoły), interesujących obiektów przyrodniczych, przecinając tereny o ciekawych walorach krajobrazowych. Ze względu na niekorzystne w chwili obecnej skomunikowanie kolejowe Herb Nowych z Kaletami, dojechaliśmy tam z Blachowni bezpośrednio rowerem, tak samo wracając. W sumie udało się przejechać nieco ponad 130 km.

Jak to zwykle bywa, nieplanowane spotkania, przynoszą ciekawe owoce. Tak się stało w dawnym pałacowym parku w Świerklańcu, gdzie nieznajomy, jak się później okazało przewodnik po tym obiekcie, podzielił się z nami swa wiedzą i historyczną refleksją. Dowiedzieliśmy się, że pustą dziś przestrzeń w pobliżu fontann, zajmował przed wojna wspaniały pałac, zwany Wersalem Śląska. Nasz przewodnik nie szczędził ostrych słów krytyki wobec włodarzy tej ziemi, którzy w okresie Polski Ludowej, z przekonań ideowych bezmyślnie niszczyli pamiątki pozostałe po niemieckich i pruskich grafach. Takie dzieje spotkały również świerklaniecki pałac Donnersmarcków. Za to, jak z przekąsem powiedział, że ich właściciele dawali ludziom pracę, mieszkania, oświatę, powszechną służbę zdrowia i dbali o utrwalanie zasad społecznej koegzystencji różnych nacji światopoglądowych i narodowych. Z bólem serca spoglądał na mauzoleum kryjące w swym wnętrzu książęce prochy, które podobno są do dziś nader „pospolicie” traktowane. Podobne słowa o szacunku i godnej pamięci należnej rodowi Donersmarcków, usłyszeliśmy z ust przewodnika, oprowadzającego nas po komnatach odrestaurowanego zamku Wrochema w Tarnowicach Starych. Echem wracają w takich momentach zasłyszane już wcześniej wspomnienia o bliższych nam Kochcicach i rodzinie Ballestremów. Cóż, okłamywano nas przez lata, niszczono materialne dowody, ale ludzkie serca przechowały prawdę. Dziś zetknęliśmy się z tym dobrym odkłamywaniem historii, ale na przyszły rok wybierzemy się w okolice Jemielnicy – do Baruta, by w „Polskim Katyniu” poznać inną, mroczną, skrywaną prawdę.

Mimo krótkiego już dnia i nie najlepszej przed południem pogody,  udało się zrealizować prawie cały, ambitny program wycieczki. Nie byłoby to możliwe bez pomocy Piotra i Ewy Wichrów, którzy mieszkając w Kaletach i dzieląc swe sportowe pasje również na rowerowe wycieczki, sprawnie poprowadzili nas wygodnymi leśnymi ścieżkami, a na koniec ugościli przy ognisku. Serdecznie Wam dziękujemy.

kalety_2012_min

Linki do stron internetowych opisujących ciekawe miejsca napotkane na trasie wycieczki : 12, 3, 4.

Oprócz galerii fotografii, Robert Biś zaprasza do obejrzenia czterech filmów dokumentujących wycieczkę : 1, 2, 3, 4.

 

 

Opublikowano KKTA z euronet.net.pl, Starsze wpisy | Skomentuj