Wyprawa na Gerlach

Skalna kraina niebosiężnych szczytów. Przepastne kotliny, kamieniste przełęcze, skalne ściany. Zatopione w pulsującym ciszą oceanie chmur i błękitów. Zbocza piarżysk wyrastające ponad tafle lazurowych stawów. Na ich brzegach żółte kaczeńce . Jakby puls życia tej surowej krainy. Piękno równie trudne do opisania jak chłonięcie tlenu z każdym oddechem mozolnej wspinaczki. To Wysokie Tatry, z górującym nad tym pasmem Gerlachem. Właśnie one swym majestatem wezwały nas na spotkanie. Zaprosiły do smakowania piękna dzieła Stwórcy, który dał człowiekowi duszę wrażliwą, by mogła na grani w śpiewie wiatru i blaskach słonecznych wielbić jego chwałę. Postawił kamienne olbrzymy by ludzie mogli pokonywać swoje słabości . Jednym skinieniem dłoni wpół przeciął doliną okrąg ziemi by wyrosły skalne ostępy sięgające nieba. By dziś, na ich wierzchołku wzniesiono krzyż. Owoc Bożej Miłości i symbol ludzkiej wdzięczności. Stanęliśmy przy nim, po mozolnej wspinaczce. Po co tyle trudu, tyle wyrzeczeń ? Czy ten niewielki metalowy krzyż z niebiesko połyskującym górskim szafirem, zatopionym w spojeniu ramion jest inny, ważniejszy ? Czy warto wylać tyle potu, ponieść ryzyko by spojrzeć na świat z blisko 2 700 metrowej „drabiny” ? Jakie przeżycia i wartości pozostaną dla tych czworga złączonych liną , uczepionych skalnych półek Gerlachowskiego Szczytu ?

kkta

 …Tatry!… czemuż jak siedzib szukające ptaki,

Myśli moje ku waszej zamarłej pustyni

Lecą przez mgłę tęsknoty i przez marzeń szlaki ?

Franciszek Nowicki

Zaufanie

Spięci liną mozolnie krok za krokiem wspinamy się pełzając wzdłuż kamiennych szczelin. Od Wielickiej Próby „wchodzimy w ścianę”. Ufamy sobie i naszemu przewodnikowi . Trzy metry liny – Damian. Trzy kolejne Jacek, Kasia i czuwający z troską Edek. Mistrz tej ceremonii. Stajesz się cząstką nowego bytu. Troszczysz się bardziej o przyjaciół niż o siebie. Ufasz im a oni ufają tobie. I ufasz szczęściu, że zbłąkany kamień nie przetnie z łoskotem twojej ścieżki. Że nie osunie się spod buta skalna półka. Czy to tylko szczęście czy znów wiara ?

Troska

Krew pulsująca w skroniach, płytki oddech, krople potu spływające po twarzy. Dojdę? Pokonam własne słabości ? Ale to nie tylko mój trud. Obok może jeszcze więcej kropli potu zrosi zimną skałę. Myślę już nie o sobie. Przecież jestem tylko jednym z nas. A słońce zaczyna rozpalać złotem dno doliny , która z każdym krokiem staje się odleglejsza. Czas na pierwszy posiłek. Stajemy bliżej siebie i jesteśmy sobie bliżsi.

Nadzieja

Szczyt wciąż tak odległy. Chciałoby się za każdym załomem skały pytać przewodnika słowami szrekowskiego osiołka „ …a daleko jeszcze ?” Jeszcze tylko jedna pólka, potem trawers, później ścianka, małe zejście, dolinka, potem znów…. I po co pytać, skoro nadzieja tak jak w szare dni daje radość błądzenia ścieżkami życia, tak dzisiaj powiedzie nas na sam szczyt. Pozwoli spokojem ducha spoglądać na piękne kiście kwiatów zdobiących kępy mchów i coraz śmielej odsłaniające się czeluście skalnych kotłów.

Wiara

Czymże byłaby nadzieja bez wiary. Jakby płat śniegu skryty w cieniu, dopóty ciepło słońca nie wtopi jego wilgoć w czeluść ziemi. Wierzymy, że sił wystarczy. Wierzymy, że to piękno świata, który Stwórca podarował nam we władanie nie zniszczy ludzka głupota i pycha. Tutaj na grani, otuleni watą mgieł, czujemy się naprawdę wolni. Choć spętani linami, wczepieni rozpostartymi palcami w kamienne występy, jesteśmy sobą. Zmaganie z codziennymi kłopotami zostało daleko. Nawet dalej niż tatrzańskie doliny. Duszę i serca wypełnia moc wiary . Jakże mogłoby być inaczej, skoro z każdym krokiem jesteśmy bliżej nieba.

Miłość

Atrybut człowieczeństwa. Tutaj w świecie surowych skał i przepastnych pejzaży wyostrza swoje piętno. Kochać góry. Ten majestat przyrody, szum potoków, mieniące się szarością przemieszaną z zielenią turnie, płynące pod stopami obłoki, rozłożyste doliny , strzelające w niebo kamienne iglice. Proste piękne doznania, które w scenerii gerlachowskiej wspinaczki wyzwalają niezapomniane emocje. To uczucie kierowane do martwych, acz pięknych górskich przestworzy z pewnością przełoży się na wymiar ludzkiej i społecznej wrażliwości. Bo umieć kochać ludzi to największy dar . A każde dobro trzeba pielęgnować i rozwijać. Zaś góry dają swoisty pokarm wyzwalający w człowieku nowe pokłady miłości.

Radość

O góry ! gdy po waszych przechadzam się szczytach,

Sercem jestem na ziemi a myślą w błękitach !

Lecz jak orzeł, chcąc ziemskie opuścić dziedziny,

Nim piersi swoje wzbije w podniebne krainy,

Strąciwszy się ze skały skrzydły zuchwałemi,

Jeszcze raz tęskne koło w głąb zawodzi niemi :

Tak ja ze szczytu góry, nim w nieba wyżyny

Myślą strzelę – nie mogę nie westchnąć do ziemi !

Franciszek Łubieński

Dotarliśmy na szczyt. Marzenie sprzed roku zostało spełnione. Sam wierzchołek niewielki, usiany granitowymi głazami. Zwieńczony krzyżem. Ogromna radość wypełnia nam serca. Również pogoda dostraja się do naszego samopoczucia, rozświetlając słońcem bliskie i dalekie, aż po Pieniny, szczyty i podtatrzańską kotlinę. Dotykam górski klejnot osadzony w ramionach krzyża i nagle przychodzi myśl, że przecież niemal wszystkie biblijne i mistyczne spotkania z Bogiem w jego ludzkiej postaci i Maryją, wysłanniczką nieba, miały właśnie swoje miejsca gdzieś na wierzchołkach gór. Tam Pan przekazał prawo w kamiennych tablicach, tam Piotr poznał boskość swego Mistrza. Na szczycie góry osiadła arka a niebo rozświetliła tęcza przymierza. Rozglądam się wokół. Radość na twarzach przyjaciół. Z biciem serca podziwiamy zapierające dech w piersiach widoki. Czas na kolejny posiłek i niestety odwrót do zejścia. Żal opuścić to magiczne miejsce. Żal miesza się z dziwnym i ciekawym doznaniem. Oto mija nas dwójka sędziwych wspinaczy. To słowaccy znajomi naszego przewodnika.

Zamyślenie

Młodzi duchem, blisko osiemdziesięcioletni mężczyźni, dziarsko pokonywali stromizny szczytowych partii. Nie miało znaczenia że niesiony sprzęt mógłby zdobić muzealną półkę. Czy to właśnie góry nie są lekarstwem na wieczną młodość ? Że kształtują wrażliwość i duszę – już wiem. Więc teraz proszę, bo jeszcze jestem wysoko i moje wołanie szybciej dopłynie do niebieskich przestworzy, daj mi Panie, jeśli zechcesz, tyle zdrowia i wytrwałości ile ponieśli ze sobą ci taternicy. Może zostanę wysłuchany. Bo przecież te góry to wspaniały fragment Bożego Świata. A świat został podarowany nam – ludziom. Chciałbym się jeszcze nim zachwycić, coraz głębiej rozważając odwieczne plany jego stwórcy.

Marzenie

Stanąć tu raz jeszcze . Tutaj i na okolicznych szczytach, dumnie zdobiących łańcuch Tatr Słowackich. Batyżowiecka ściana zwana kolejną próbą, jeszcze zaostrza chęć powrotu. Uczepieni lin, na prawie gładkiej pionowej stromiźnie, mozolnie opadamy w dolinę. Stajemy u podnóża masywu. Zadowoleni, że bez przeszkód, przy dobrej pogodzie i szczęśliwie pokonaliśmy szlak. Żałując , że to już koniec tej wspinaczki. Żegnamy Gerlach wędrując wygodnym turystycznym chodnikiem, zwanym przez miejscowych magistralą. Zmierzamy do Tatrzańskiej Polanki. Stąd wczesnym rankiem wyruszyliśmy. Żegnają nas świstaki i szare niebo, które po południu przesłoniły chmury. Pozostaną wspomnienia i fotki, do obejrzenia których zapraszam do galerii.

Share Button
Ten wpis został opublikowany w kategorii KKTA z euronet.net.pl, Starsze wpisy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz